EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Roślinki z kosmosu


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Młode listery z Brillo okazały się bardziej zabawne niż sądziłem. Nie żywiły się ludzkim mięsem, czego się obawiałem w bazie Meduza, gdzie oglądałem wyglądające groźnie dojrzałe osobniki. Ich witki delikatnie ocierały się o mnie i owijały wokół moich łydek, łaskocząc mnie i pieszcząc. Można to było uznać za niewyrafinowaną formę masażu. Kiedy mi się już znudziło ich towarzystwo, niebieskooka Miriam pokazała mi akwaria z bluszczami, które potrafiły samodzielnie poruszać się po podłożu. Nazwała je kalamorfonami. Pnącza prowadziły pasożytniczy tryb życia. Szybko się przenosiły, jeśli tylko miały taką możliwość i zapuszczały korzenie tam, gdzie chciały. Te wędrujące rośliny były groźne, choć na takie nie wyglądały. Tym bardziej że potrafiły nie tylko osadzić się w korze napotkanego drzewa, lecz również wbić w ciało śpiącego człowieka lub zwierzęcia. Dla bezpieczeństwa musiały być szczelnie zamknięte. Gdyby się uwolniły, natychmiast wybrałyby się na polowanie. Miriam przez specjalny otwór wpuściła do akwarium gryzonia, jednego z tych, które miała w klatkach, by mi pokazać, co potrafią. Uporały się z nim błyskawicznie. W pierwszej kolejności dobrały się do jego pyszczka i ślepi. Byłem wstrząśnięty, oglądając je w akcji. Wolałem sobie nie wyobrażać, co by się stało, gdyby wdarły się nocą do naszego ośrodka i zaczęły szarogęsić się w sypialniach.
      Otrzymałem w prezencie od singielki o złocistych włosach doniczkę z fikuśnym niby-kwiatem, przypominającym ziemski słonecznik. Posiadał dwoje oczu, unaoczniających ludzkie, które otwierały się i zamykały. Kwiat niczym zwierzę wyczuwał ruch i wodził wzrokiem za jego źródłem. Obracał się jasnobrązową tarczą okoloną żółtymi płatkami. Postanowiłem, że zaprzyjaźnię się z tą egzotyczną roślinką z nieznanych stron kosmosu. Mogła wypełnić pustkę w moim życiu. Wprawdzie nie umiała mówić, ale to nie miało żadnego znaczenia. Pod pewnymi względami przypominała leniwego kota Gingera i wystarczało mi, że mnie zauważała. Niosąc ją do głównego pawilonu, uprzytomniłem jednak sobie, że zapomniałem o moich żywiołowych partnerkach. To one mimowolnie zaczynały kruszyć mur, którym się obudowałem. Niosły ożywczą zmianę. Zdawały się głosić nową religię, w której nie było miejsca na odosobnienie i izolację. Na zamykanie się w sobie. Miałem jednak wątpliwości, czy potrafią wyleczyć mnie z samotności. Przeszkoda leżała po mojej stronie. Żeby odwzajemnić uczucie, należało otworzyć przed kobietą serce i wpuścić ją do niego. Ja zaś broniłem się przed tym rękami i nogami.


23.05.2016 :: 08:59
Link | Komentuj (0) | Enbargonki