KOMENTARZE
 



Savoir-vivre androida klasy zerowej


Chodzi mi po głowie ciąg dalszy "Afrodyty"...

     Ta myśl niepokoiła go od czasu do czasu, ale kiedy gwałtownie powracała niecierpliwie tłumił ją w sobie, uznając, że są granice, których dbającemu o zachowanie twarzy facetowi nie wolno przekraczać. Zgubnym pokusom nie należało ulegać. Tego dnia jednak słodka fala podniecenia okazała się silniejsza niż się spodziewał i to go wyprowadziło z równowagi.
     Owiraptory ścigały się dookoła basenu i wypoczywając obok Afrodyty przez dobrą minutę śledził w napięciu ich harce. Potem zdobył się na desperacki krok. Wstydliwie odkaszlnął i zapytał, przezwyciężając zażenowanie:
     — Co ty na to, żebym miał oprócz ciebie jeszcze jedną... zgrabną laskę? Drugą przyjaciółkę od serca?
     Wyrzucił to z siebie, zaraz płochliwie umykając wzrokiem i usiłując sprawić wrażenie, że interesują go tylko białe obłoki, rysujące się od rana na tle błękitu. Przez chwilę czuł się jak sparaliżowany. Dopadło go wrażenie, że to idiotyczne pytanie zawisło gdzieś w próżni i że nigdy nie usłyszy na nie odpowiedzi.
     Nie kazała mu długo czekać. Niepewnie zatrzepotała powiekami, bo wybił ją z rozkosznego półsnu. Skierowała twarz w jego stronę, jednak nie znikł z niej wyraz słodyczy.
     — To ty decydujesz, drogi Raoulu, nie ja — nie namyślając się, cichutko odrzekła. Lekko się podniosła, podpierając się na łokciu. — Liczy się twoje szczęście i tylko ono jest dla mnie ważne... — z oddaniem zaszczebiotała. Rzuciła tę kwestię gładko, z czarem i z głębokim przekonaniem. Zabrzmiało to jak dawno temu wbite do głowy credo, którego nie można było zapomnieć. Umiała się znaleźć w każdej sytuacji i pod tym względem była zawsze bez zarzutu. Savoir-vivre androida klasy zerowej...
     Ramiona mu opadły i odrobinę zblazowany podejrzliwie się jej przyglądał. Zachowywała stoicki spokój i to go czasem irytowało. Jeżeli miał zamiar perfidnie wbić jej szpilę, to minął się z celem. Przyszło mu na myśl, że gdyby ugrzązł w związku z krewko reagującą kobietą o diablo ognistym temperamencie, ta pewnie w porywie złości z miejsca przylałaby mu w mordę, na odlew, raz i drugi, przywołując go do porządku i nie czekając na to, czym ją jeszcze będzie w stanie zaskoczyć.
     — Niemożliwe! Zaakceptowałabyś jej obecność? — nie chciało mu się wierzyć i z uporem maniaka zaczął wiercić jej dziurę w brzuchu, a jego brwi powędrowały wysoko w wyrazie niebotycznego zdumienia.
     — Jasne! Ma się rozumieć. Jeżeli ty ją pokochasz, to ja też — z anielską cierpliwością potwierdziła, a jej oczy zdradzały, że mówi najszczerszą prawdę.
     — Ha! — mruknął z niejaką ulgą, powoli kładąc się obok niej na plecach. Stopniowo się uspokajał i wracała mu pewność siebie. Jednak zaraz niespokojnie się poderwał, nadal drążąc ten ekscytujący temat i nie chcąc pozostać bez kropki nad i: — A co sądzisz... eee... o seksie we troje?
     Przez króciutką chwilę wydawało mu się, że strategom z "Body Perfect" zabrakło wyobraźni i że nie przewidzieli tak niedorzecznej sytuacji.
     — Już ci odpowiedziałam, Raoulu. Jeśli ty ją pokochasz, to ja też...
     Przestał wisieć jej na ustach i pogrążył się w pełnej znaków zapytania zadumie. Usłyszał, co chciał, jednak to wszystko nie mieściło mu się w głowie. Z bólem serca wykoncypował, że jednak ci chciwi dranie uwzględnili tak występny scenariusz. Co za chytre lisy? Dopiero teraz błysnęło mu pod czachą, że przecież w ich podłym interesie leżało, by nabycie pierwszej dupci nie uniemożliwiało klientowi kupna następnej. Produkt był produktem, niczym więcej.
     — Heh! — wypuścił z płuc powietrze. — Wpadła mi w oko taka, ma na imię Iryda — wyjawił ze smętkiem w głosie. Afrodyta nie wiedziała, że po kilku dniach wahań z duszą na ramieniu wdepnął do wiadomej firmy, a tam z wypiekami na twarzy kilka razy przekartkował cały katalog. Nie połakomił się już na obejrzenie filmowych reklamówek z wytypowanymi pannicami, bo wymiótł go stamtąd wstyd. Obawiał się kpin i wydawało mu się, że pracownicy zezują na niego ze skrytym współczuciem jak na godnego pożałowania, śliniącego się erotomana, którego należy czym prędzej wysłać na dłuższe leczenie.
     — Kiedy się do nas wprowadzi? — jak gdyby nigdy nic zapytała, a jej chabrowe oczy wyrażały jedynie niewinną dziecięcą ciekawość.
     Rozdziawił gębę, nie kryjąc zaskoczenia.
     — No, nie wiem! — usprawiedliwiająco wymamrotał. — W gruncie rzeczy... — żałośnie zachrypiał, zaczynając się wycofywać — nie podjąłem jeszcze decyzji. Nic na serio. Tak po prostu... zapytałem... z ciekawości. Chciałem wiedzieć, jak się na to... eee... zapatrujesz... Bo gdybyś była przeciwna, to... Albo gdybyś miała cień wątpliwości...
     Wyciągnął się znowu, wystawiając twarz do słońca i pokonany przymknął oczy. Dziewczyna rozsiewała delikatny zapach egzotycznych kwiatów. Niepokoiła go niekiedy myśl, że się od niej uzależnił jak od niebezpiecznego narkotyku, ale Bogiem a prawdą z pewnością było to dużo lepsze od dawnej samotności. Wprawdzie umiał cieszyć się ciszą i brakiem zajęć, jednakże kiedy poznał Afrodytę przestało mu to wystarczać. Dlaczego jednak chodził mu po głowie ten szalony pomysł? Czy był mu potrzebny do szczęścia drugi android?




Tak napisali inni:




| Wróć |