EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Sekret immortusów


      Siwobrody nie próbował usprawiedliwiać postawionych pytań. Dowiedział się, czego chciał, nie zważając na wycelowaną broń. Zaczął teraz zaspokajać ciekawość Mi-ira.
      — Pytasz o immortusów? — zagadnął, skory do odsłaniania odległych kulis. — To pojawiający się okazjonalnie w obrębie różnych gatunków w kosmosie nietypowi osobnicy. Są wtopieni w otoczenie i dlatego raczej trudno ich wytropić. Zewnętrznie nie różnią się niczym od innych w ich społeczności — w plemieniu, wiosce, osadzie lub mieście, czy wreszcie na planecie, na której się znajdują. Sami też żadnych różnic nie widzą. Nie zmienia to jednak faktu, że są inni. Są... nieśmiertelni. I to dosłownie, bracie. Nie mogą umrzeć — wyliczał — nie mogą polec na placu boju, nie można ich zwabić w pułapkę i podstępnie zgładzić. Osłania ich jakaś niepojęta niezbadana siła, chroni tajemnicza niedostępna nam wszechpotęga. Czy pojmujesz, o czym mówię?! — stary spojrzał na niego z niejakim wyrzutem, a może nawet z odrobiną zawiści.
      — Nie — zgodnie z prawdą odparł Mi-ir. — Nie pojmuję.
      Tamten ciężko westchnął.
      — Jak ci to unaocznić? — zapytał samego siebie. — Widzisz, Wszechświat nie do końca jest racjonalny. Z pozoru wszędzie w nim obowiązują te same prawa fizyczne. Mówię: z pozoru, bowiem spod niektórych immortusi są wyjęci. Do nich one się nie stosują. Jakby ci jedną nogą tkwili w innym wymiarze — ciągnął. — Odwołam się do teorii prawdopodobieństwa, pewnie cenionej na twoim globie. Żywe organizmy są zawsze zagrożone. Jeżeli zdzielisz toporem Urchitę, trafisz go mieczem w głowę, albo pchniesz włócznią w piersi, to przecież go obalisz i pewnie już nie wstanie. Czy to takie dziwne? Wie o tym nawet dziecko. Jednak nie wtedy, kiedy wejdzie ci w drogę immortus. Można go wprawdzie próbować wyeliminować, ale i tak nic z tego nie wyjdzie. Zamach na niego — na przekór teorii prawdopodobieństwa — zostanie w jakiś niezrozumiały sposób przeniesiony na inny obiekt. Energia ataku gdzieś odpłynie. Coś go chroni, lecz co? Tego jak dotąd nie udało nam się ustalić.
      — Starcze, przecież to bzdury — odmówił mu racji Mi-ir.
      Transgalaktyta się obruszył. Zatarł dłonie.
      — Niestety, nie. Nie można uczynić im krzywdy i wysłać ich — mówiąc językiem tutejszych — do Hadesu. Próbowano już tego wielokrotnie, ale bez skutku. Ich istnienie, to wielki cios w święte i nienaruszalne podstawy naszej wiedzy. To upokarzający policzek dla najstarszych z rady. Ci, tam na Taurosie, nie są w stanie z tym się uporać. A co gorsze, nie mają zielonego pojęcia, skąd się oni biorą. Sporadycznie się pojawiają, to tu, to tam, w różnych galaktykach. Są jakby... z innej nieudokumentowanej rzeczywistości, do której nie prowadzą żadne drogi.
      Mi-ir z uwagą go wysłuchał. Coś nareszcie zaczęło mu świtać w głowie.
      — Czy my?!.. — niepewnie zapytał, wskazując palcem na siebie.
      Starzec sapnął, zerkając na niego z odrobiną uznania.
      — Nareszcie — z ulgą dokończył. — Domyśliłeś się. I ty, i Ni, i Mu-ur. Dlatego ocaleliście z katastrofy gwiazdolotu, chociaż przecież szanse przeżycia kogokolwiek były minimalne.

17.01.2004 :: 09:42
Link | Komentuj (1) | Zdrada strażnika planety