EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Sezamie, otwórz się!


      — Nieźle siwobrody okopał się na Y-o — z cicha mruknął Mi-ir do schodzącej jego śladem Urchitki. Gdy się na moment zatrzymał, mimowolnie wsparła się o jego ramię. Przeszło jej przez myśl, że pewnie to nie jedyna świetnie zamaskowana kryjówka wszechwładnego opiekuna i że na innych kontynentach ma bez wątpienia podobne, równie dobrze wtopione w pejzaż i niełatwe do wytropienia. Mógł się w nich chronić i bronić.
      Kamienne schody rychło się skończyły i cała szóstka znalazła się w mamucim i pełnym nagromadzonych tam dzieł sztuki dość dobrze oświetlonym sklepionym pomieszczeniu. Tajemnych źródeł rozproszonego ciepłego światła jednak nie można było dociec. Nawa było zaprzeczeniem surowego zejścia i Ni krzyknęła z niekłamanym zachwytem, ale zaraz zamilkła, przytłoczona upajającym i oszałamiającym ją bogactwem. Ostrożnie wkraczali między nieco chaotycznie eksponowane tu zbiory. Skarbów były setki, jeśli nie tysiące. Nie brakowało złota, srebra, miedzi i drogich kamieni. Wzrok rwał się jako żywo do oglądania, a cenne wyroby rzemieślników i artystów różnych ziem cieszyły spragnione oczy.
      Przyciągnęła uwagę Urchitki spora kolekcja misternych greckich naczyń. Ich zawiłe kształty odtwarzał onegdaj siwobrody patykiem na suchym piasku, wbijając jej w głowę właściwe, znane tylko Hellenom nazwy.
      — Pytos, lutroforos, lagynos — poszeptywała, pomagając sobie palcem. — Stamnos, hydria, oichonoe...
      Dalej ujrzała kratery i amfory. Nie zdążyła się jednakże im przypatrzeć, ani żadnej z czar pieszczotliwie wziąć do rąk bo odciągnął ją głos starego.
      Mi-ir, który nazbyt śmiało zapuścił się w głąb, trafiając do jednego z rozwidlających się korytarzy, zahaczył o kolekcję niby to z wosku naturalnej wielkości ludzkich figur. Tu panował tajemniczy półmrok, a słabsze niż wcześniej światło wydobywało z mroku mniej intratnych szczegółów. Przeląkł się i załomotało mu raptem serce, bowiem w pierwszej chwili przyszło mu na myśl, że czekają na niego zawzięci żywi tuziemcy, którzy zaraz ostro wezmą go w obroty.
      — Co za ulga! — pozbierał się w mig. — Nie są prawdziwi.

29.01.2004 :: 08:28
Link |  | Zdrada strażnika planety