EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Shalimar


fragment „Buntu androidów”

Teraz się mówi, że audycja zawiera lokowanie produktu...

      Moja dłoń nieświadomie błądziła po gładkim pulpicie. Świeżo wykreowana bogini miała starannie zrobione manicure. Mimowolnie zapuściłem żurawia do otwartej kosmetyczki.
      — To błyszczyk do ust — wyjaśniła ze spokojem, widząc, co trzymam w palcach. Nie wkurzała się, że grzebię w jej rzeczach.
      — A twoje perfumy? Mają jakąś nazwę?
      Sięgnęła i wydobyła kształtną buteleczkę.
      — Shalimar — pokazała mi napis na etykiecie. — Uznawane za jedne z najlepszych, wyjątkowo ekskluzywne. W staroindyjskim ich nazwa znaczy „dom miłości”. — I dodała w zaufaniu: — Podobno są odzwierciedleniem mojej osobowości.
      Wyjęła korek z niebieskiego szkła i mi podsunęła. Pociągnąłem nosem. Zapach odurzał. Przez moment rozkosznie balansowałem na granicy zakazanego. Iskrzyło się między nami jak nic. Zatrzymałem wzrok na lekko rozchylonych wilgotnych wargach. Ta ślicznotka aż się prosiła, żeby ją schrupać. Stłumiłem w sobie pragnienie, by bezzwłocznie wziąć ją w ramiona.
      — Kto cię nauczył sztuki makijażu? — zapytałem, starając się nie okazywać narastającego we mnie podniecenia.
      — Główny koordynator — odpowiedziała. — Wybierz swój pogrubiający tusz, wybierz swoją ulubioną kredkę, wzmocnij efekt różem do twarzy i konturówką do ust…
      — Możemy lecieć po obiedzie, Maggie — przerwałem jej. — Zamówię dwa apartamenty.
      Spojrzała na mnie z odrobiną zdziwienia.
      — Wystarczy jeden — zaoponowała bez cienia zażenowania.
      Przymknąłem oczy. Musiałem wziąć głębszy oddech, bo nieoczekiwanie przeszył mnie dreszcz rozkoszy.
      — W porządku, poproszę o dwuosobowy — zgodziłem się potulnie. Pojąłem, że nie muszę o nią walczyć i nie miałem powodu, żeby protestować. — To wracam do pracy.
      Usiłowała mnie zatrzymać.
      — Mogę usiąść przy tobie w boksie? — spytała przymilnie. — Popatrzę na to, co robisz. Szybciej się czegoś nauczę.
      — Czemu nie? Chodź! — odrzekłem.
      Ująłem ją za końce palców, poderwała się jak baletnica i dała się pociągnąć.


02.05.2013 :: 11:00
Link |  | Bunt androidów