EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2020
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(37)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(94)
Publikacje(44)
Cztery pory roku(32)

Starsze wpisy
2002-2004
guziakiewicz.pl/zapiski


Strony autora
guziakiewicz.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
igraszki z czasem
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga
romeo z zaświatów


Inne blogi
Wiesław Hop
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski
Małgorzata Żurecka









Shalimar


fragment „Buntu androidów”

Teraz się mówi, że audycja zawiera lokowanie produktu...

      Moja dłoń nieświadomie błądziła po gładkim pulpicie. Świeżo wykreowana bogini miała starannie zrobione manicure. Mimowolnie zapuściłem żurawia do otwartej kosmetyczki.
      — To błyszczyk do ust — wyjaśniła ze spokojem, widząc, co trzymam w palcach. Nie wkurzała się, że grzebię w jej rzeczach.
      — A twoje perfumy? Mają jakąś nazwę?
      Sięgnęła i wydobyła kształtną buteleczkę.
      — Shalimar — pokazała mi napis na etykiecie. — Uznawane za jedne z najlepszych, wyjątkowo ekskluzywne. W staroindyjskim ich nazwa znaczy „dom miłości”. — I dodała w zaufaniu: — Podobno są odzwierciedleniem mojej osobowości.
      Wyjęła korek z niebieskiego szkła i mi podsunęła. Pociągnąłem nosem. Zapach odurzał. Przez moment rozkosznie balansowałem na granicy zakazanego. Iskrzyło się między nami jak nic. Zatrzymałem wzrok na lekko rozchylonych wilgotnych wargach. Ta ślicznotka aż się prosiła, żeby ją schrupać. Stłumiłem w sobie pragnienie, by bezzwłocznie wziąć ją w ramiona.
      — Kto cię nauczył sztuki makijażu? — zapytałem, starając się nie okazywać narastającego we mnie podniecenia.
      — Główny koordynator — odpowiedziała. — Wybierz swój pogrubiający tusz, wybierz swoją ulubioną kredkę, wzmocnij efekt różem do twarzy i konturówką do ust…
      — Możemy lecieć po obiedzie, Maggie — przerwałem jej. — Zamówię dwa apartamenty.
      Spojrzała na mnie z odrobiną zdziwienia.
      — Wystarczy jeden — zaoponowała bez cienia zażenowania.
      Przymknąłem oczy. Musiałem wziąć głębszy oddech, bo nieoczekiwanie przeszył mnie dreszcz rozkoszy.
      — W porządku, poproszę o dwuosobowy — zgodziłem się potulnie. Pojąłem, że nie muszę o nią walczyć i nie miałem powodu, żeby protestować. — To wracam do pracy.
      Usiłowała mnie zatrzymać.
      — Mogę usiąść przy tobie w boksie? — spytała przymilnie. — Popatrzę na to, co robisz. Szybciej się czegoś nauczę.
      — Czemu nie? Chodź! — odrzekłem.
      Ująłem ją za końce palców, poderwała się jak baletnica i dała się pociągnąć.


02.05.2013 :: 11:00
Link | Komentuj (0) | Bunt androidów