Sposób na kosmitę


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      Informatyk wywołał zbliżenie i naszym oczom ukazały się dwie kule, jedna większa, druga nieco mniejsza, krążące mniej więcej na wysokości połowy promienia planety. Swobodnie poruszały się w obrębie rozgrzanego jądra.
      — Ta’aroa i jego małżonka? — rzekłem, nie wierząc temu, co widzę. — Jednak nie są niewidzialni. Jajca straszne! Okazuje się, że tutejsi bogowie są materialni.
      Można było odnieść wrażenie, że trwa ich majestatyczny taniec godowy.
      — Mają ciała subtelne, mówiąc językiem starożytnych filozofów. Tworzą struktury kumulujące niewyobrażalną wręcz energię. Cały czas szukamy ich słabych punktów. I doszliśmy do wniosku, że Ta’aroa nie tylko myśli, ale i czuje. Jest poniekąd bytem osobowym. Podobnie jak my. Jeśli nas stworzył, to na swój obraz i podobieństwo. Skoro tęsknił za swoją żoną, to z pewnością świat przeżyć i doznań nie jest mu obcy. I można mu zadać ból. A na pewno zakłócić jego spokój wewnętrzny.
      — Co konkretnie zamierzacie?
      — Na początku było światło — enigmatycznie rzekł dowódca.
      Mój umysł pracował na wysokich obrotach.
      — Laser? — zapytałem. — Przywalicie mu z lasera? Ja cię kręcę!
      — Chcemy pokazać, że jesteśmy groźni, potrafimy ugryźć i że powinien liczyć się z nami. A przy okazji, jeśli się uda, zmusić go do pertraktacji. Przytaskaliśmy mu żonę, więc coś się nam za to należy. Nic za darmo.
      Wygłaszali moje poglądy. Jota w jotę myślałem tak samo.
      — Jestem za! — oświadczyłem.
      — Nie wiemy, czy to przyniesie jakiś skutek, ale możemy przecież spróbować. Jeśli się nie uda, odlecimy na Ziemię. Nie będziemy wiecznie wisieć nad tą planetą.
      George wtrącił się, spoglądając na Adama.
      — Skoro Harry kontaktował się z nim telepatycznie, idealnie nadawałby się do roli negocjatora. Przecież ten Ta’aroa jest już prawie jego kumplem — zażartował.
      Cox przytaknął.
      — Biorę pod uwagę taką ewentualność. Chodziłoby nie tylko o to, żeby podwędzić mu tyłek, ale i o to, by przekazać mu nasze warunki. Są dwie opcje. Nasycimy promień laserowy informacją, którą Harry stworzy w fotelu psychotronicznym. Względnie ustanowimy stałe połączenie.
      — Śmiałe plany — zauważyłem z przekąsem. — Pytanie, czy wykonalne. Bogowie nigdy nie byli skłonni do pogawędek ze śmiertelnymi.
      Żałowałem, że sam na to nie wpadłem. No, ale przemyślna Rosemary odciągała moją uwagę od wszystkiego, co dotyczyło Hegemone. I jej się to udawało.
      Potem coś mi przyszło do głowy. Spojrzałem na nich podejrzliwie.
      — Zaraz, zaraz, nie uważacie chyba… że jestem jego medium? Kimś w rodzaju proroka?
      — Myśleliśmy o tym całkiem serio — z powagą rzekł Cox. — Coś za dobrze ci szło.
      — O wy świnie! — parsknąłem.
      George się znowu wtrącił.
      — Można było odnieść wrażenie, ze Ta’aroa umiejętnie cię naprowadza. Podpowiada ci, co masz robić. Zawsze trafiałeś w dziesiątkę. Przyszło mi to do głowy, kiedy bezbłędnie poradziłeś sobie z tą piękną dzikuską. Wystraszona wyszła z buszu, a ty w jednej chwili ją obłaskawiłeś. Żaden z nas tak sprawnie by tego nie rozegrał. Nie da się ukryć, ten numer z czekoladą był rewelacyjny.
      — Diabła tam — warknąłem. — Przecież mam duże doświadczenie. Inaczej nie zostałbym obserwatorem.
      — Stanęło na tym — zakończył Adam — że ten kosmita zwrócił na ciebie uwagę. Więc dlaczego nie możemy teraz tego wykorzystać?





Tak napisali inni:





| Wróć |