EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Stary człowiek i... piękna kobieta


Fragment powieści „Zdrada strażnika planety”

      Ni oczarowała siwobrodego. Kiedy pojawiła się w kuchni, odświeżona i przebrana w odsłaniający ramiona pachnący chiton o starannie układanych fałdach, z wrażenia zastygł w bezruchu. Z odrobiną zmieszania na twarzy porównał ją do boskiej Afrodyty, zrodzonej u brzegów Cypru z morskiej piany, zroszonej krwią okaleczonego Uranosa. Potem niezgrabnym gestem poprawił jej himation i wskazał ręką włosy, ze znawstwem rzucając:
      — Należałoby je fryzować na modłę grecką! — A widząc znaki zapytania w jej oczach, smętnie dodał: — Ateńskie kobiety noszą włosy kręcone, ułożone w długie loki. Upinają je sobie w misterne sploty i koki. Tu jednak nie ma dziewki służebnej, która potrafiłaby tym się zająć.
      Ścięła go z nóg swoją urodą i przelękła się, że dojdzie do impasu w ich wzajemnych stosunkach. Stał przy niej, z wrażenia prawie nie oddychając i nieświadomie obracał w palcach monetą, którą podniósł ze stołu.
      — Fałszywa — potulnie zdradził, widząc, że zwróciła na nią uwagę. — Jest dziełem tyrana Polikratesa z wyspy Samos. Niby złota, ale faktycznie z ołowiu.
      Przytaknęła i bez słowa odeszła, pociągnięta przez Safonę. Nie miała ochoty słuchać wykładu o plagiatorach i oszustach.
      Udawała, że jego bólu nie dostrzega. Nie zamierzała go uwodzić. Jednak w głębi duszy żałowała, że transgalaktyda jest tak podeszły w latach. Nie był uderzająco przystojny i męski. A któż by tego wymagał od wiekowego matuzalema, choćby nie wiadomo jak krzepkiego? Ale nie tylko o to chodziło. Czy można było wiązać się z kosmitą, wprawdzie wyglądającym na siedemdziesiąt lub osiemdziesiąt lat, lecz w rzeczywistości liczącym ich sobie tysiące? Leciwy patriarcha pożegnał i pogrzebał — przez bezlitośnie płynące wieki — dziesiątki y-ockich pokoleń. Był nieprzyzwoicie stary. Najstarszy na tej planecie. Mogły z nim konkurować tylko niektóre drzewa świata. Pasowali więc do siebie jak pięść do nosa.
      — Fałszywa — mimowolnie powtórzyła. Przyszło jej do głowy, że i w jej egzystencji było coś z tandetnej blagi. Czy mogła poszczycić się tym, że jest prześliczną Ziemianką? Nie. Stanowiła jedynie kolejne wcielenie wynaturzonej bestii.
      Gubiła się w ocenie tego, kim w istocie była. Z dawnej Urchitki niewiele w niej pozostało i pogodziła się z tą bolesną stratą. Jednak nie mogła wyrwać z siebie głęboko zakorzenionego aotusa. Tłumiła w sobie wściekłą oślinioną chimerę, jednocześnie szaleńczo kochając się w greckiej sztuce i w niej widząc wybawienie dla siebie. A przecież jako zagadkowy i niepojęty immortus miała — podobnie jak Raha — żyć nieomal wiecznie. Czas dla niej się nie liczył, a przemijania nie wpisano w jej tajemniczą naturę. Gdzie zatem powinna była szukać namiętnego kochanka? Wśród śmiertelnych, jak bogini jutrzenki, kochliwa Eos, czy wśród nieśmiertelnych? Czy ten trzęsący się mastodont nie pasował paradoksalnie do świata jej oczekiwań? Zgodnie z greckim porządkiem ludziom wypadało wiązać się z ludźmi, a bogom z bogami.
      — Nonsens! — prychnęła. Nie zamierzała dokonywać zimnych, wyrachowanych wyborów. I nie obchodziło jej, czy upragniony kochanek będzie śmiertelny, czy nieśmiertelny. Skrycie marzyła o szalonej miłości, choć trafnie przewidywała, że nie jest jej pisana. Było mało prawdopodobne, żeby spotkała lubego, który rozpaliłby jej zmysły, mimo że taki przewijał się w jej snach.


05.12.2012 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | Zdrada strażnika planety