EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Szata [1]


      Miękkie w dotyku gładkie próżniowe płaszcze przystosowywały się do kształtów ciała i hermetycznie je otulały, choć nie miały żadnych widocznych zapięć. Nic z tych rzeczy. Inteligentne molekuły okrycia zdawały się trafnie odgadywać, czego oczekuje ich dysponent. Bez pośpiechu je na siebie wciągali, rozstając się z łachami, które wcześniej nosili. Nowe przenosiły ich w czasie o dobrych kilka tysiącleci, przeistaczając w wyśmienicie wyposażoną ekipę, zdolną w każdej chwili ruszyć na podbój gwiezdnych szlaków. I pomyśleć, że jeszcze niedawno okutani w zwierzęce skóry i niepewni swego losu smętnie plątali się po porośniętej bukowymi lasami dolinie Nestosu.
      Mi-ir zbliżył się, gdy tamte były już właściwie gotowe. Zamarł, gdy wpadła mu w oczy Safona. Nie wiedział czy wierzyć temu, co znienacka ujrzał. Przetarł powieki, pragnąc się upewnić, że wzrok go nie myli. Wbił mu się w czerep obraz nierozgarniętej i niepoetycznej trackiej dziewki, naiwnie się trzymającej wydumanych przepowiedni i z przejęciem padającej do stóp kamiennym bóstwom. Tymczasem w kombinezonie kosmicznym, okręcająca warkocz, by zmieścił się pod hełmofonem, zrobiła na nim nagle wrażenie kogoś całkiem innego gatunku — kogoś, kto należąc do dumnej z siebie i inteligentnej rasy zupełnym przypadkiem i tylko na krótko trafił do plemiennej wioski między prostych pasterzy i bitnych wojów. Przymierzył się do próżniowego stroju. Szata nie tylko zdobiła, ale i zmieniała tego, kto ją nosił. Tak pewnie było w calutkim kosmosie, wzdłuż i wszerz — bez względu na to, gdzie by się kto nie znalazł. Ogarnęły go wątpliwości, czy zakochana w nim dziewka zechce być nadal bezgranicznie mu oddaną i wierną niewolnicą, co przecież uroczyście przyrzekała, gdy bywał z nią sam na sam. Obawiał się, że zapragnie upodobnić się do Ni, która za nic miała mężczyzn.

02.02.2004 :: 09:24
Link | Komentuj (2) | Zdrada strażnika planety