EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2020
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(37)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(94)
Publikacje(44)
Cztery pory roku(32)

Starsze wpisy
2002-2004
guziakiewicz.pl/zapiski


Strony autora
guziakiewicz.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
igraszki z czasem
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga
romeo z zaświatów


Inne blogi
Wiesław Hop
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski
Małgorzata Żurecka









Tajemne moce Maggie


fragment „Buntu androidów”

      Za oknami zapadał zmierzch, a ośnieżone góry kryły się w mroku. Zbliżała się pora kolacji. Leżeliśmy obok siebie, zmęczeni miłością. Oparty na łokciu, przyglądałem się mokrej od potu twarzy Margaret. Jeśli zależało jej na tym, żeby odrobić zaległości, uporała się w okamgnieniu. W moich objęciach znalazła to, czego szukała. Była śliczna, zmysłowa, bardzo naturalna i nie kojarzyła mi się z mutantami profesora Charlesa Francisa Xaviera. Może Trójoki straszył mnie na wyrost?
      Dociekliwość była moją drugą naturą, więc postanowiłem to zbadać.
      — Podobno potrafisz telepatycznie wpływać na innych agentów, tygrysico — szepnąłem z zaciekawieniem, usiłując wciągnąć ją w rozmowę. — Or-Mat mimochodem o tym wspomniał. Na czym polega ta umiejętność? To coś niezwykłego?
      Otworzyła oczy, przeciągnęła się i figlarnie uśmiechnęła. Poprawiła poduszkę, która wyglądała tak, jakby przetoczyło się po niej tornado. Musiałem się podnieść.
      — Koniecznie chcesz się przekonać, ogierze? — zapytała.
      — Mhm!
      Wyciągnęła rękę i jej T-shirt pofrunął jak porwany przez wiatr jesienny liść. Opadł przy drugiej ścianie apartamentu.
      — Zobaczysz na sobie, jak to działa — powiedziała. — Ale będzie to tani spektakl — zaznaczyła. — Niczym udzielna władczyni rozkażę ci: „Idź i przynieś mi tę bluzkę!”, a ty wyciągniesz się wygodnie i odpowiesz: „Nie jestem twoim służącym, sama ją sobie przynieś!” — podzieliła się ze mną naprędce wymyślonym scenariuszem. — Dobrze?
      — Ha, ha, ha! Ma się rozumieć! — roześmiałem się ubawiony. — Nie ruszę tyłka, nawet nie drgnę, nie ma mowy.
      — Zobaczymy — mruknęła. Pewna swej przewagi, uśmiechnęła się tajemniczo. A potem słodko rzuciła, wyciągając rękę: — Biegnij, gamoniu, po T-shirt! Już!
      W okamgnieniu się zerwałem i pognałem na łeb na szyję, jakby nie było dla mnie nic ważniejszego. Złapałem w zęby ciemnopomarańczowy ciuch i niczym aportujący pies przyniosłem go na czworakach, porzucając przy łóżku. Omal nie wywaliłem ze szczęścia jęzora. Ogonem nie mogłem pomachać, więc tylko zakręciłem tyłkiem.
      — Proszę! — szczeknąłem.
      W tym momencie ochłonąłem. Podniosłem się z wykładziny i znieruchomiałem. Zamrugałem powiekami i złapałem się palcami za skronie. Ciężko oddychałem. — Do diabła! — warknąłem z niedowierzaniem, ostatecznie wracając do rzeczywistości. — To była twoja robota? Potrafisz zakręcić facetem wbrew jego woli?
      Uzmysłowiłem sobie, że przez kilka sekund byłem jej ślepo posłusznym medium, gotowym zrobić wszystko, co każe. Straciłem nad sobą kontrolę. Zamieniłem się w wytresowanego czworonoga, nawykłego do karności i dyscypliny.
      — Moja — potwierdziła, bacznie zaglądając mi w oczy. — Nie gniewaj się, sam chciałeś. Jesteś bardziej podatny, bo pozostałych agentów na platformie po części uodpornił główny koordynator, gdy tylko się pojawiłam. Ale nie obawiaj się — zapewniła mnie. — Nie usiłowałabym manipulować tobą przy pomocy magicznych mocy, to nie w moim stylu. Nic bez twojej zgody.
      — Cholera, X-Men — mruknąłem z przejęciem.
      Nie wiedziałem, co o tym sądzić.


13.03.2013 :: 13:14
Link | Komentuj (0) | Bunt androidów