EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Tajemne moce Maggie


fragment „Buntu androidów”

      Za oknami zapadał zmierzch, a ośnieżone góry kryły się w mroku. Zbliżała się pora kolacji. Leżeliśmy obok siebie, zmęczeni miłością. Oparty na łokciu, przyglądałem się mokrej od potu twarzy Margaret. Jeśli zależało jej na tym, żeby odrobić zaległości, uporała się w okamgnieniu. W moich objęciach znalazła to, czego szukała. Była śliczna, zmysłowa, bardzo naturalna i nie kojarzyła mi się z mutantami profesora Charlesa Francisa Xaviera. Może Trójoki straszył mnie na wyrost?
      Dociekliwość była moją drugą naturą, więc postanowiłem to zbadać.
      — Podobno potrafisz telepatycznie wpływać na innych agentów, tygrysico — szepnąłem z zaciekawieniem, usiłując wciągnąć ją w rozmowę. — Or-Mat mimochodem o tym wspomniał. Na czym polega ta umiejętność? To coś niezwykłego?
      Otworzyła oczy, przeciągnęła się i figlarnie uśmiechnęła. Poprawiła poduszkę, która wyglądała tak, jakby przetoczyło się po niej tornado. Musiałem się podnieść.
      — Koniecznie chcesz się przekonać, ogierze? — zapytała.
      — Mhm!
      Wyciągnęła rękę i jej T-shirt pofrunął jak porwany przez wiatr jesienny liść. Opadł przy drugiej ścianie apartamentu.
      — Zobaczysz na sobie, jak to działa — powiedziała. — Ale będzie to tani spektakl — zaznaczyła. — Niczym udzielna władczyni rozkażę ci: „Idź i przynieś mi tę bluzkę!”, a ty wyciągniesz się wygodnie i odpowiesz: „Nie jestem twoim służącym, sama ją sobie przynieś!” — podzieliła się ze mną naprędce wymyślonym scenariuszem. — Dobrze?
      — Ha, ha, ha! Ma się rozumieć! — roześmiałem się ubawiony. — Nie ruszę tyłka, nawet nie drgnę, nie ma mowy.
      — Zobaczymy — mruknęła. Pewna swej przewagi, uśmiechnęła się tajemniczo. A potem słodko rzuciła, wyciągając rękę: — Biegnij, gamoniu, po T-shirt! Już!
      W okamgnieniu się zerwałem i pognałem na łeb na szyję, jakby nie było dla mnie nic ważniejszego. Złapałem w zęby ciemnopomarańczowy ciuch i niczym aportujący pies przyniosłem go na czworakach, porzucając przy łóżku. Omal nie wywaliłem ze szczęścia jęzora. Ogonem nie mogłem pomachać, więc tylko zakręciłem tyłkiem.
      — Proszę! — szczeknąłem.
      W tym momencie ochłonąłem. Podniosłem się z wykładziny i znieruchomiałem. Zamrugałem powiekami i złapałem się palcami za skronie. Ciężko oddychałem. — Do diabła! — warknąłem z niedowierzaniem, ostatecznie wracając do rzeczywistości. — To była twoja robota? Potrafisz zakręcić facetem wbrew jego woli?
      Uzmysłowiłem sobie, że przez kilka sekund byłem jej ślepo posłusznym medium, gotowym zrobić wszystko, co każe. Straciłem nad sobą kontrolę. Zamieniłem się w wytresowanego czworonoga, nawykłego do karności i dyscypliny.
      — Moja — potwierdziła, bacznie zaglądając mi w oczy. — Nie gniewaj się, sam chciałeś. Jesteś bardziej podatny, bo pozostałych agentów na platformie po części uodpornił główny koordynator, gdy tylko się pojawiłam. Ale nie obawiaj się — zapewniła mnie. — Nie usiłowałabym manipulować tobą przy pomocy magicznych mocy, to nie w moim stylu. Nic bez twojej zgody.
      — Cholera, X-Men — mruknąłem z przejęciem.
      Nie wiedziałem, co o tym sądzić.


13.03.2013 :: 13:14
Link |  | Bunt androidów