EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Taniec na wodzie


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Odetchnęły z ulgą.
      — To w takim razie mamy dla ciebie coś na poprawę humoru — rzekła Jacqueline. — Ten popis będzie nieco podobny do lewitacji. Chcemy cię zabawić. Myślę, że ci się spodoba. Siedź i patrz!
      Stanęły z powagą na marmurowym wykończeniu, szykując się do niecodziennego występu. Zrzuciły klapki, które miały na nogach. Nie wiedziałem, o co im chodzi. Przez krótką chwilę koncentrowały się na czymś dla mnie nieuchwytnym, a potem śmiało ruszyły przed siebie, jakby nie pamiętając, że mają przed sobą pokaźny basen po brzegi wypełniony wodą. Weszły boso na marszczącą się powierzchnię, nie zapadając się w toń. Kroczyły po wodnej tafli, niczym Jezus po Jeziorze Galilejskim. Z wdziękiem po niej stąpały, wolne od siły ciążenia, której zdawały się nie podlegać.
      Minę miałem niewyraźną.
      — Nie chce się wierzyć! — mruknąłem. Przetarłem zdumione oczy. Czy to nie graniczyło z magią? Doszły do głosu tajemne moce?
      Znieruchomiały na środku akwenu, zwróciły w moją stronę, wzięły się za ręce i wykonały taneczny obrót. Jeden, a potem drugi. Nie dotykały wody, mimo to wywoływały niewielkie kręgi.
      — I jak? — zawołała Jacqueline.
      — Rewelacyjnie — odkrzyknąłem.
      — To chodź do nas! — Daisy mnie zachęciła.
      Dałem się nabrać, jak popędliwy Szymon Piotr, który wyskoczył z łodzi, by wyjść na spotkanie Jezusowi, idącemu po poznaczonym falami jeziorze — o czym pisał święty Mateusz w Ewangelii. Niczym nie ryzykowałem. Pływałem jak ryba, jednak nie miałem zadatków na nimfę wodną, ulotną istotę zdolną przyjąć powabne kobiece kształty. Zrobiłem krok do przodu, naiwnie wierząc, że utrzymam się na powierzchni i ku memu zdziwieniu uderzyłem całym ciałem w taflę wodną, wywołując fontannę dżdżu. Woda była wodą. Mogłem się w niej pluskać, ale nie mogłem po niej chodzić. Nie zmieniła się tego popołudnia i nie nabyła cudownych właściwości. Nie pokryła się nagle warstwą lodu. Musiała się przede mną rozstąpić, czy chciałem, czy nie. Dlaczego miałaby stawić opór moim stopom? Na jej napięcie powierzchniowe mogły liczyć co najwyżej drobne owady. Wypłynąłem, prychając. Szeroko rozpostarłem ręce.
      — Do diabła, nie potrafię — sapnąłem ze złością.
      Podpłynąłem crawlem do modelek i zamarłem, przyglądając się im z bliska. Kto tu komu nie dorastał do pięt? Mierzyliśmy się wzrokiem. Czyżby wyszczuplały tak bardzo, że już nic nie ważyły? Zdawały się spoczywać na baśniowym latającym dywanie, tyle tylko że niewidocznym. Bawiły się grawitacją? A może ich ciała podtrzymywało coś na kształt pola siłowego lub poduszki pneumatycznej? Jakim cudem generowały takie podłoże bez żadnych urządzeń? Zamieniały myśl w rzeczywistość? Przekształcały strukturę wody pod stopami? Uczyły ją posłuszeństwa? Czyniły to siłą woli? To było niepojęte.
      — Wystarczy — rozsądziła Jacqueline.
      Opuściły mnie i bez pośpiechu powróciły na brzeg. Byłem pod wrażeniem. Urzekły mnie tym popisem. Mogłyby spacerować nie tylko po wodzie, ale również po ruchomych piaskach Sahary. Zaszokowany tym odkryciem wydostałem się z basenu, zastanawiając się, czym jeszcze mnie zaskoczą. Owszem, widywałem mistrzów tańca na wodzie — kto ich nie oglądał, pokazywano supergwiazdorów na różnych kanałach — ale ich rewie były możliwe dzięki wyrafinowanym zabiegom technicznym, w których nie było niczego magicznego.


10.03.2016 :: 07:55
Link |  | Enbargonki