The Meg


      Wybrałem się do kina na „The Meg”, podpadający pod fantastykę film wyreżyserowany przez Jona Turteltauba, a zachęciło mnie to, że grał w nim zgorzkniały twardziel Jason Statham, mój ulubiony aktor, znany z „Transportera” czy „Szybkich i wściekłych”. Tu występował jako nurek ratunkowy. Jednak to nie on był głównym bohaterem tej produkcji, ale gigantyczny prehistoryczny rekin, największa ze znanych ryb drapieżnych, megalodon, który dziwnym trafem się zachował w Rowie Mariańskim na dnie Pacyfiku. Ten ze „Szczęk” nie umywał się do niego.
      Dwudziestopięciometrowy rekin wydobywa się na powierzchnię i rozrabia. Oczywiście, dzielna ekipa śmiałków dobiera mu się do skóry. Atutem filmu jest duża ilość scen wodnych. Bohaterzy filmu penetrują dno Rowu Mariańskiego, schodząc do głębokości 11 kilometrów, co na widzach musi robić wrażenie.
      Nie nudziłem się, co niekiedy zdarza mi się w kinie, bowiem akcja toczyła się wartko i bez przerwy coś się działo.
      Oczywiście, filmowa fikcja wymagała, żeby na to i owo przymknąć oczy. Megalodon, gdyby taki naprawdę istniał, nie mógłby wydostać się z dna oceanu na powierzchnię, ponieważ ciśnienie wewnętrze, na dole tysiąc razy większe niż przy poziomie morza, rozerwałoby go na strzępy. Ale co tam prawa fizyki, kiedy człowiek szuka rozrywki…





Tak napisali inni:





| Wróć |