EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Trochę sobie postrzelamy...


...w ósmym rozdziale

     Mi-ir prosto z trójkąta pognał na lewo, nieomylnie trafiając do słabo oświetlonej wnęki. Miał trochę bliżej do własnego celu i chyba był nieco szybszy niż Mu-ur. Wiedział, na kogo się natknie i spadł tam jak grom z jasnego nieba. Ruchomy niby-fotel jednak się odwrócił, a rozsierdzony jajogłowy strażnik spojrzał na niego spod półprzymkniętych powiek z mieszaniną wściekłej złości i nieskrywanego lęku. Nie zdążył jednak otworzyć wąskich ust i obrzucić go stekiem wyzwisk. Godny najwyższej pogardy terrorysta był szybszy.
     — Giń, tępaku! — oddany bez uprzedzenia strzał w piersi wcisnął sromotnika w miękkie obicie. Strumień gorącej plazmy rozerwał jego niewidoczne pole ochronne i kruczoczarny kombinezon. Tamten desperacko stęknął i z jego mocno już pożółkłej twarzy znikły ślady emocji. Poczuł smród spalenizny. W chwilę później przykurczone i jakby przez to mniejsze nieruchome ciało poczęło się bezwładnie osuwać czaszką w dół na ciemną matową posadzkę. Z tyłu na potylicy obcego znaczyło się coś, co Mi-irowi żywcem się skojarzyło z prymitywnym tatuażem. Między łopatkami rysowała się sporawa krwawa rana o mocno poszarpanych brzegach. "Uporałem się z tym sukinsynem — pochwalił siebie w myślach. — Przeszyło go na wylot!"
[...]
     Dotykający czerepem posadzki jajogłowy nie stracił do końca przytomności i bezradnie próbował się poruszyć. Choć miał rozwalone płuca jakimś cudem wydał z siebie stłumiony bólem krzyk. Urchita nie wytrzymał. Przywalił mu jeszcze raz, celując w ten niby to tatuaż. Tamten się koszmarnie wygiął i ostatecznie znieruchomiał. Miał go odfajkowanego.

27.01.2004 :: 11:18
Link | Komentuj (6) | Zdrada strażnika planety