EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







W Kairze


fragment „Buntu androidów”


      Wyszliśmy z luksusowego hotelu, żegnając się z klimatyzacją. Buchnęło rozgrzanym powietrzem. Żar lał się z nieba i nie było czym oddychać. Nie miałem ochoty w taki upał iść pieszo, choć do celu nie było daleko. Trafiła nam się taksówka, którą dostaliśmy się szybko przed budynek Muzeum Egipskiego. Kurs był krótki. Kierowca cokolwiek sfatygowanego wozu ruszył, pytając, czy jesteśmy pierwszy raz w Kairze. Otrzaskał się z angielskim i moja śliczna partnerka, siląc się na kurtuazję, próbowała z nim się porozumieć. Nie zamierzała jednak się przyznawać, że ma w małym palcu dialekt kairski, tutejszą odmianę języka arabskiego, i że operuje nim tak, jakby urodziła się w mieście tysiąca minaretów. Co uchodziło androidowi, nie uchodziło turyście z Europy.
      Egipcjanin za kierownicą opuścił czteropasmową arterię, wiodącą od Majdan at-Tahrir, centralnego placu w Kairze, przez most, wyspę Az-Zamalik i kolejny most na drugą stronę rzeki, a prując wzdłuż okrzyczanej promenady Nile Corniche, minął monumentalny Nile Hilton Hotel, nie mniej zachęcający od tego, w którym zatrzymałem się z Maggie. Wyglądałem przez szybę. Po lewej stronie toczyła swe wody najdłuższa rzeka Afryki, dosłownie kilka kroków stąd na południu rozdzielająca się na dwie odnogi. Za imponującym hotelem kairski kierowca skręcił w prawo, w mig docierając na miejsce i triumfalnie zajeżdżając przed wejście. Dałem mu spory napiwek. Witał nas miły dla oka zadbany fronton, z fasadą utrzymaną w odcieniach różu i bieli. Zadbany był również obszerny dziedziniec przed siedzibą muzeum — ze strzelistymi palmami, zieloną trawą, kamiennymi figurami i niewielką sadzawką z kwiatem lotosu i papirusem. Roiło się tu od turystów.
      W tej ładnej dwukondygnacyjnej budowli mieściło się około stu pomieszczeń. Mumia Ramzesa II, obok mumii kilku innych faraonów, znajdowała się na pierwszym piętrze w narożnej sali oznaczonej numerem 56. Żeby tam się dostać, musieliśmy kupić dodatkowe bilety po sto funtów egipskich. Normalny bilet wstępu kosztował sześćdziesiąt funtów. Było co oglądać, bo muzeum szczyciło się posiadaniem ponad stu pięćdziesięciu tysięcy eksponatów. Rzucały się w oczy skarby z grobowca Tutanchamona. Zapachniało mi Egiptem z czasów, kiedy byłem Aleksandrem Wielkim.
      Ramzes II miał doskonale zachowane gęste włosy. Jego wydatny nos mnie nie dziwił, bo już wcześniej oglądałem twarz faraona na ilustracjach. Szczelnie zamknięta gablota, w której znajdowało się jego ciało była wypełniona obojętnym gazem, a specjalne czujniki umożliwiały kontrolę wilgotności i temperatury.


01.07.2013 :: 14:30
Link |  | Bunt androidów