EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







W matni...


W rozdziale trzynastym powieści terroryści opanowują statek kosmiczny. A zaczyna się to tak:


          Poczuł obok siebie pustkę, mruknął, pomacał ręką i otworzył oczy. Męczył go nieciekawy sen. Snuł się po starym ponurym cmentarzu, przez ciemne chmury wyglądał księżyc, a gdzieś w pobliżu smutno szczekał pies.
      — Co się stało? — półgłosem zapytał, widząc, że Afrodyta i Iryda są na nogach. Nie mógł mieć wątpliwości, to był alert, przygotowywały się do akcji. Jednak na statku kosmicznym panowała noc i nic nie wskazywało na to, że muszą się mobilizować.
      — Wiesz, to ten niewielki krążownik, który wczoraj przycumował przy śluzie… — szepnęła Iryda. — Zgłaszali brak paliwa i zasłaniali się drobnymi uszkodzeniami. Prosili o pomoc. Mieli rankiem wejść na pokłady i zameldować się u kapitana.
      — I co? — zachrypiał, ściskając dłonią wymiętą pościel. Przypomniał sobie, że była o tym mowa przy kolacji.
      — Rzecz w tym, że ktoś ich wpuścił po północy.
      Przetarł zaspane oczy. Ziewnął z odrobiną irytacji. Nie pojmował, skąd wiedziały, co dzieje się w obrębie górnej delty.
      — Przesadzacie — wkurzyły go tą nadgorliwością. Nie czuł zagrożenia. — Wracajcie do łóżka. Jutro wszystko się wyjaśni!
      Chcąc nie chcąc, musiały mu się podporządkować. Wróciły do niego, ogarniając go ciepłymi ramionami. Lubił zasypiać, czując bliskość ich czarownych ciał. Nie miał jednak pojęcia, że popełnił straszny błąd. Może najstraszliwszy w życiu. Uzmysłowił sobie to dopiero rankiem, kiedy znowu się obudził.
      Afrodyta czekała, aż otworzy oczy. Przyłożyła znacząco palec do ust, dając znak, że nie powinien się odzywać.
      — Nie jest wesoło. Oni opanowali statek — w sekrecie szepnęła mu do ucha. — Inwigilują apartamenty i kajuty, zajmowane przez pasażerów. — Kamery i mikrofony są włączone. A co gorsze, zablokowali wszystkie drzwi. Jesteśmy uwięzieni i nie możemy wyjść na korytarz.
      Doznał szoku. W jednej chwili odeszły go resztki snu i przygryzł do bólu wargi. Pojął, jakim jest idiotą. Niewystarczająco ufał swoim androidom i w efekcie czekały go teraz cięgi.
      — Coś takiego? — zaskamlał, nie odwracając głowy i prawie nie otwierając ust. — Jak to się stało? — wymamrotał jak brzuchomówca. Pluł sobie w brodę, ale niewiele mógł wskórać. Zawróciła mu w głowie płochliwa nastolatka i zamiast o bezpieczeństwie myślał o amorach.
      Leżąca z drugiej strony Iryda włączyła się do szeptanej rozmowy. Cmoknęła go w policzek i przeciągnęła się rozkosznie, symulując poranne zmysłowe igraszki. Potem oparła się na łokciu, a materac lekko się ugiął pod ciężarem jej ciała.
      — Jeszcze nie jest za późno. Możemy obejść cały ten system i przejąć kontrolę nad „Agisem”. O ile dasz nam wolną rękę i pozwolisz nam działać.
      — To skończy się krwawą jatką. Chcecie ich pozabijać? — jęknął przerażony.
      — Jeśli zajdzie taka konieczność… — kontynuowała przy jego policzku, na którym znaczył się lekki zarost. — Trzeba się spieszyć. Statek jest duży, elektronika skomplikowana, więc jeszcze się we wszystkim nie połapali. Chyba że chcesz zobaczyć na własne oczy, do czego ci dranie są zdolni — w jej głosie zabrzmiały groźne tony. — W pierwszej kolejności zechcą się zabawić z tymi młodymi z zespołu „Escape”. To laski jak się patrzy. A resztę pasażerów sprzedadzą jako niewolników do jakiejś kopalni. Wcześniej spróbują ogołocić ich konta. Każdy odda wszystko, wierząc, że odzyska wolność.
      Oczy Raoula pociemniały z wściekłości. Trafiła w jego czuły punkt.
      — Zgoda — wygęgał. — Macie wolną rękę. A poradzicie sobie?
      — Postaramy się! — tym razem odpowiedziała Afrodyta.
      — A propos. Im chodzi o mnie, czy o statek?
      — Raczej o statek. O tobie nic nie wiedzą.


22.07.2009 :: 09:00
Link |  | Hurysy z katalogu