EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







William Smith


fragmenty powieści SF „Enbargonki”

Scharakteryzować głównego bohatera, zestawiając go z innymi postaciami...

Kapelan

      Nawet kapelan mnie olał. Nie kiwnął palcem w bucie. Nie powinienem był mu się dziwić, bo przez ostatni rok ani razu nie zajrzałem do kaplicy. Byłem daleki od tego, żeby mu przypochlebiać i przyklaskiwać, bowiem praktyki religijne mnie nie pociągały. Inni z zapartym tchem słuchali jego kazań, wpatrywali się w niego jak w tęczę i brali sobie do serca to, co mówił. Niestety, miałem u niego przechlapane. Twierdził, że jestem diabłem, bojącym się wody święconej. I stałem się tak zły, że wyrzuciliby mnie nawet z piekła. Cynicznie się zastanawiał, czy urodziłem się sukinsynem, czy zamieniłem się w niego dopiero w wyniku długotrwałej pracy nad charakterem. Gadał, co chciał, nie było sensu rozdzierać szat. Rewanżowałem mu się tym samym. Utrzymywałem, że kościoły i zbory są instytucjami biznesowymi, żerującymi na naiwności i łatwowierności wiernych. I że należy trzymać się od nich z daleka, żeby nie zostać z pustymi kieszeniami. Wzywał do ubóstwa, a sam żył w bezbożnym przepychu. Uczył, że człowiek ma wolną wolę i że może świadomie wybierać między dobrem a złem. Ja głosiłem, że to fikcja, zaś można wybierać co najwyżej między przyjemnością a jej brakiem. Trudno, by mu tego nie powtarzano i by moje kąśliwie uwagi nie doprowadzały go do szewskiej pasji. Co tu dużo mówić, brakowało mi pionu moralnego. Należałem do wyjątkowych drani i nie można mnie było wynieść na ołtarze.

Ludwik XIV

1.    W jednej chwili mnie olśniło. Miałem cierpieć w milczeniu? W samotności łykać gorzkie łzy? Dość litowania się nad sobą! Puściły hamulce i doszły do głosu uśpione instynkty. Zagrały emocje i ogarnęła mnie euforia. Poczułem się nagle despotycznym władcą, mającym na „Meduzie” nieograniczoną władzę. Na moment stałem się bogiem. Ja niepodzielnie rządziłem tą stacją orbitalną. Jak Ludwik XIV dumnie rzuciłem: — l’Êtat c’est moi! — Tyle umiałem w języku żabojadów, pominąwszy powszechnie znane zwroty grzecznościowe, wyniesione z lekcji w szkole.
      Do tego francuskiego króla, odzianego z ostentacyjnym przepychem, odnosiłem się z estymą, bo jako mały chłopiec miałem komplet figur z jego dworem. Bawiąc się posłusznymi marionetkami, najchętniej wcielałem się w jego rolę. Spędzał czas w otoczeniu pięknie odzianych dam w długich barwnych sukniach z mnóstwem falban i zdobień. Jego zachcianki były prawem dla pospólstwa. Te zabawki swoje zrobiły. Gdy w teatrzyku szkolnym wystawiano sztukę o Ludwiku XIV, ku zdumieniu kumpli zdecydowałem się zagrać monarchę. Dobrze czułem się na scenie, udając wyniosłego suwerena, pana Francji i Nawarry. Podobały mi się tyranie i rządy autokratów. Coś z tego zostało we mnie na całe życie. Nie chwaliłem się jednak przed otoczeniem drzemiącą we mnie manią wielkości, bo nie chciałem, żeby brano mnie za świra. Gdy podrosłem i zmądrzałem, dowiedziałem się, że wielbiony przeze mnie król, najdłużej panujący władca Europy, miał kilkanaście kochanek i swawolił z nimi na potęgę. Mogłem mu tylko pozazdrościć. (...)

2.    Pobiegłem myślami ku szkolnym latom. Kiedy wpadałem w kłopoty, ratowałem się, odwołując w myślach do mojego idola, Ludwika XIV, Króla Słońce. Stawiała mnie na nogi jego próżność, z którą się utożsamiałem. I teraz poczułem się hegemonem, mającym w tym nadmorskim ośrodku wypoczynkowym nieograniczoną władzę. Nie było Wersalu bez monarchy. Te madonny musiały robić, co chciałem, jeśli zamierzały pozostać w mojej świcie i cieszyć się światłem, padającym z mego oblicza.


16.11.2015 :: 07:00
Link |  | Enbargonki