EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Witajcie, brzydule!


      Piszę już nową powieść SF „Enbargonki”, ale nie przestałem uzupełniać poprzedniej, noszącej tytuł „A jeśli jutra nie będzie”, więc w efekcie pracuję równocześnie nad dwoma utworami. A oto fragment uzupełnionej właśnie sekwencji z tej ostatniej powieści:

      Dotarł do lekko zakurzonego filmu „Caveman” z 1981 roku. Była to zabawna komedia o nierozgarniętych jaskiniowcach. Zaczął szukać skojarzeń. Czy przypadkiem po ataku wirusa nie zagrał w nich pierwotny instynkt i nie odezwała się potrzeba budowy plemiennej wspólnoty? Z błyskiem w oku uznał, że było to pytanie godne uwagi. Małpy też żyły w stadach. Człowiek prymitywny, aczkolwiek nie cieszący się wybitną inteligencją, doskonale wiedział, że powinien szukać azylu w wiosce i szczepie. Wygnanie, poza śmiercią, kalectwem i ciężką chorobą, było największym nieszczęściem, jakie mogło go spotkać. Na co dzień otoczony kobietami i dziećmi, trzymał się pobratymców, z którymi ruszał do walki i polował na dzikie zwierzęta, ptaki i ryby. Razem mogli mierzyć się z przeciwnościami losu, a życie w pojedynkę nie wchodziło w grę. W starożytności egzystencja poza rodziną i klanem też była praktycznie niemożliwa. Nie inaczej działo się później, aż po czasy współczesne. Pustelnicy należeli do rzadkości. A co po ataku superwirusa? Skoro pękły dające poczucie bezpieczeństwa więzi rodzinne, przyjacielskie, szkolne i zawodowe, bo nikt z bliskich nie przeżył, należało czym prędzej stworzyć nowe i na nich się oprzeć. Wypełnić nimi powstałą próżnię. Bez zakotwiczenia w grupie człowiek nie mógł się obyć. Dojmująco czuł, że bliskość innych jest dla niego równie ważna jak oddychanie, jedzenie i picie. Nie nadawał się na rozbitka, skazanego na wegetację na bezludnej wyspie. Nawet jeśli znakomicie opanowałby sztukę przetrwania, jak grany przez Sylvestera Stallone’a weteran z Wietnamu, bohater filmu „Rambo: Pierwsza krew”.
      Otworzyły się drzwi do kuchni i usłyszał radosne piski dziewcząt.
      — Oskarze, chodź zobaczyć! — zawołała Emily.
      Poczuł gorące łzy napływające mu do oczu. Były przy nim bezpieczne i wracała im beztroska. Nieświadomie sprawiał, że miały ochotę się śmiać, a ich świat stawał się znowu pełen światła i ciepła. Czy to grzech być optymistą i bujać w obłokach? Koił ich ból, nie pojmując, dlaczego mu się to udaje. Radość i smutek mogły iść w parze. „Mężczyzna jest czynnikiem stabilizującym w grupie złożonej z kilku kobiet!” — autorytatywnie wyszeptał w jego głowie cichy głosik.
      Odłożył płyty, podniósł się i zajrzał do kuchni. Natasha stała przy Angelinie i Emily, oceniając wyniki swojej pracy. Trzymała w ręku pędzel do makijażu.
      — Witajcie, brzydule! O, przepraszam! — przekrzywił głowę z uznaniem. — Cofam, co powiedziałem. Wyglądacie rewelacyjnie, jak gwiazdy z Hollywood, prawdziwe celebrytki. Powinnyście znaleźć się na wybiegu. Szkoda, że nie ma tu jupiterów i kamer. — I zaraz dodał: — Dajcie aparat, zrobimy sesję zdjęciową!
      Natasha skwapliwie podała mu smatfon. Skupił się na zbliżeniach ich twarzy.
      — Super! Jeszcze jedno ujęcie! — pstrykał zdjęcie za zdjęciem. — Fantastycznie! — zachowywał się jak profesjonalny fotograf, przejęty do głębi swoją pracą. Wreszcie orzekł: — Chyba już dosyć.
      — Czy to będzie do „Playboya”? — z łobuzerskim uśmiechem zapytała Angelina.
      — Nie, do magazynu „People” — odpowiedział ze śmiertelnie poważną miną. Znał się na rzeczy. — Do „Playboya” zrobimy sesję późnym wieczorem — żartobliwie obiecał.
      — Wolałabym do „Penthouse” — z rozkapryszoną miną rzekła Emily.
      Były cudownymi dziewczynami i chciało się dla nich żyć. Z żalem sobie uzmysłowił, że oprócz siebie nie mają na świecie nikogo. Stanowili udaną rodzinę. To jedyne, co im pozostało. Pominąwszy okazyjną pracę, którą cieszyły się Emily i Angelina.
      — Wiesz, co? Możemy przebić ci ucho i założyć złoty kolczyk — figlarnie kusiła Natasha, wodząc palcami po jego policzku.
      Skrzywił się. Miał ochotę rzucić, że to dobre dla krów, ale nie chciał się kompromitować.
      — Innym razem — powiedział.


17.09.2015 :: 09:00
Link |  | A jeśli jutra nie będzie