Wyjazd
W ostatni wtorek odwiedziłem Lublin, miasto, w którym spędziłem w młodości ponad dziesięć lat, tam przecież studiowałem. Wyskoczyłem na macierzystą uczelnię, rozrosła się, Instytut Jana Pawła II ma chyba z jedenaście pięter. Zajrzałem do dziekanatu, obejrzałem swój indeks. Notabene, tylko dwie trójki na pierwszym roku, potem już wyłącznie czwórki i piątki. Ech, to były czasy! Siedemdziesiąte, ma się rozumieć.
Jedni znajomi mnie poznawali, inni nie. Wiadomo, jako student byłem szczuplutkim chłopakiem i ważyłem niespełna 60 kg. Teraz zaś zaś... tutturuttu... No, dobra. Niecałe osiemdziesiąt. Przy okazji odkryłem, że fajnie się jeździ nocnymi autobusami. Nie ma ruchu na drogach, człowiek zaśnie i ani się obejrzy, a jest już na miejscu.
Tak napisali inni:
|
Wróć |