Z przymrużeniem oka


      Od czasu do czasu ktoś mnie namawia, żebym napisał powieść obyczajową. Nie ciągnie mnie do takiej prozy, nie inspirują mnie życiowe dramaty, tym niemniej chodzi mi po głowie coś na kształt pierwszych fraz takiego utworu. Zaczynałby się tak w największym skrócie:

      Maria prowadziła samochód, rozmawiała przez komórkę i poprawiała sobie makijaż. I nagle poczuła silny wstrząs. Przeraźliwie zgrzytnęło, szarpnęło jej ciałem, a poduszka powietrzna rozmazała kredkę do warg po jej twarzy. Nie miała zapiętych pasów. Gdy ocknęła się w szpitalu odkryła, że jej ręce i nogi toną w gipsie. Los dotąd jej sprzyjał, więc nie rozumiała, dlaczego ją to spotkało. Czyżby winnym jej pecha był czarny kot, który przeciął jej drogę poprzedniego dnia? Mogła wtedy zawrócić.

      PS. Jednak nie wierzę, że utrzymałbym się w konwencji powieści obyczajowej. Na kolejnych stronach z pewnością by się okazało, że macza we wszystkim palce jakiś kosmita...




Tak napisali inni:





| Wróć |