EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Za dużo przytulanek i za dużo cyborgów, czyli zanosi się na nową powieść...


Dodałem „Afrodycie” nowe zakończenie, o czym pisałem w jednej z czerwcowych notek, a potem zająłem się ciągiem dalszym tej mikropowieści, wprowadzając do utworu Irydę (dwa kolejne rozdziały). Akcja toczy się wartko, czym jestem w gruncie rzeczy sam zdziwiony, ale to pewnie dlatego, że ta druga laska jest zaprzeczeniem pierwszej, żywa, nieokiełznana, kipiąca energią i pełna zwariowanych pomysłów...


     Owinięta ciemną opończą wściekle zmysłowa madonna stała na środku salonu, powściągliwie rozglądając się dokoła i w skupieniu badając wzrokiem marmurowe ściany i kolumny. Zauważyła go wchodzącego i strzeliła okiem w jego stronę. Nie ruszyła się z miejsca. Nawet nie drgnęła. Należała do tych błyskotliwych kobiet, które świadome swej niezwykłej urody bez obawy mogły spoglądać na mężczyzn z góry.
     — Nareszcie — z rozczuleniem rozłożył ręce. Nie przeraził się dystansu, jaki usiłowała stworzyć. — Witajże w domu — zachęcająco dodał, podchodząc bliżej i z rozrzewnieniem lustrując jej sylwetkę. Wyglądała bosko, dokładnie tak, jak się spodziewał. Żadnej fuszerki. Przyjaźnie cmoknął jej wąską dłoń i musnął wargami jej policzek, co przyjęła obojętnie, bez zmrużenia oka. — Na Boga, prześlicznie wyglądasz. To ja, Raoul, nie poznajesz mnie? A Afrodytę już widziałaś... — zademonstrował swoją dobrą wolę, wywiązując się z obowiązków gospodarza.
     Jej twarz rozjaśnił wreszcie blady uśmiech.
     — To ty, Raoulu? Cudownie, że tu jesteś — wybąkała, jakby dopiero w tym momencie pojęła, kogo to ma przed sobą. — A tak się obawiałam...
     — Czegóż to? — nieznacznie się zaciekawił, lekko przekrzywiając głowę.
     — Tego, że... cię... nie ujrzę — plątał się jej język i wybąkała nieskładnie.
     Jeszcze przez chwilę sycił nią wzrok. Jej ciemnobrązowe kręcące się włosy były zawiązane w koński ogon. Delikatny makijaż podkreślał zmysłowe usta, wprost stworzone do całowania.
     — Zdejmij tę opończę — zachęcił ją. — I chodź, pokażę ci twoje gniazdeczko. A ty — zwrócił się do asystującego im blond anioła — zrób coś na ząb, jeśli możesz. Bądź tak dobra! Proszę! Pewno nasz gość jest głodny po podróży!
     Ściągnął z niej zwierzchnie okrycie, rzucając je na fortepian i objawiła mu się w całej krasie. Oślepiła go feerią swych zachwycających kształtów. Jej młode ciało było niczym wyrzezane przez niedościgłego mistrza, a zdobiła je tak podniecająca kreacja, że z miejsca przeszył go szaleńczy dreszcz pożądania. Odrobina złota, przez które przebijała się czerń. Eleganckie przykuse bokserki i równie skąpy finezyjny kaftanik, ledwo co mieszczący piersi. Zachwiał się z wrażenia pod wpływem tego negliżu, jakby dostał czymś tępym w głowę, a nogi pod nim niebezpiecznie się ugięły.
     Zachłannie dygocąc, prawie pijany poprowadził ją po schodach na górę. Kto tę ponętną młódkę wypuścił w drogę w tak bezwstydnie skąpych ciuchach? Wspinała się majestatycznie i powoli, przy tym jednak z ogromną lekkością, która kazała się domyślać, że rysujący się przed nią dystans byłaby w stanie pokonać jednym susem gibkiej pantery. Na piętrze mieścił się apartament Afrodyty i tam ją zaprosił w pierwszej kolejności.

04.01.2008 :: 20:20
Link |  | Hurysy z katalogu