EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Zapraszam do Aten


      WEWNĘTRZNY dziedziniec okalały bogato rzeźbione marmurowe kolumny, a pośrodku dumnie królowała wyłożona kamiennymi płytami sadzawka. Woda tryskała w górę i spływała po białym marmurze. Ukryci w cieniu przed gorącym słońcem, stali w otoczeniu starannie pielęgnowanych roślin, kwiatów w wazonach i pnących się ku górze bluszczy. Wino wyparowało im z głów. Rozglądali się niepewnie, jakby w obawie, że coś złego czai się w pobliżu. Witały ich zmyślne milczące posągi i pełne scen rodzajowych ścienne płaskorzeźby. Stopnie, prowadzące do akwenu, zachęcały do zrzucenia szat i zanurzenia się w przejrzystej wodzie.
      Opasane metalowymi taśmami dębowe skrzynie należało umieścić w mrocznych piwnicach, kryjących się pod willą. Mężczyźni tym się w pierwszej kolejności zajęli, odkładając na później oglądanie wystawnej siedziby Eurypidesa. Opuścili na krótko kobiety i zeszli po schodach, dźwigając ciężary. Te pozostały sam na sam z nieznaną im wcześniej finezją kształtów i wzorów. Przykuły na moment ich uwagę ryte w płaskim kamieniu śmiałe sceny miłosne, pewnie dzieła tutejszych snycerzy. Potem Ni poczęła adorować umieszczoną na niewielkim postumencie wydobytą z czarnego bazaltu wysmakowaną figurę nagiej hetery. Przeszyła ją paląca myśl, że ta jest zadziwiająco do niej podobna, jakby to ona sama frywolnie pozowała bez szat nad wyraz uzdolnionemu kamieniarzowi. Wydało się jej to odrobinę podejrzane, ale nie doszukiwała się sprawcy. Gdy tamci uporali się z niewdzięcznym zajęciem i powrócili do atrium, Raha, właściwie zaś Eurypides, gdyż do tego imienia zmuszeni byli teraz przywyknąć, skwapliwie się ofiarował, że oprowadzi obie po domostwie. Chciał zetrzeć z Ni niemiłe wrażenie, które — jak skrycie się domyślał — wywołało jego nagłe triumfalne przeobrażenie. Tamta nie mogła się przecież spodziewać, że jest tym, kim jest.
      Domostwo było okazałe. Skierowane zabudową do środka, czerpało światło nie tyle z zewnętrznych okien, w które były wprawione mało przejrzyste, grube szyby, co z wewnętrznego dziedzińca. Pełnił on rolę tak atrium jak i perystylu. Zajrzeli do komnat, mieszczących się na parterze. Sufity ozdobiono malowidłami, sztukateriami, złoceniami oraz kością słoniową. Niektóre stropy były kasetonowe. Na ścianach widniały lampy z brązu i z terakoty, wiszące na uchwytach w formie galeonów. Ścienne polichromie cechowały lekkość, zwiewność, wdzięk i czar. Niektóre ściany wyszykowano tak, żeby stworzyć imitację barwnego alabastru lub porfiru, ale inne z kolei posiadały okładziny z prawdziwego marmuru. W jednej z większych komnat kryły się liczne zwoje papirusów. Kolekcja była spora, a jej właściciel włożył w ten zbiór dużo serca. Na malowidle ściennym muzy śpiewały Apollinowi. Eurypides wyjął rękopis z purpurowego skórzanego futerału i trzymając za złoty drążek rozwinął przez Safoną i Ni, aby mogły się zapoznać z kształtem greckich i perskich liter.
      Małe amorki na malowidłach przyciągały uwagę trackiej dziewczyny. Z nabożnym lękiem dotykała posągów bogów, spoglądała na mozaiki posadzkowe, po których kroczyła ostrożnie, aby nie obudzić uwiecznionych przez artystów dzikich zwierząt. Sypialnie były na piętrze. Tam, w korytarzu, obie mogły obejrzeć inne jeszcze płaskorzeźby z jeszcze śmielszymi scenami miłosnymi. Przy Greku zezowały na nie raczej dyskretnie. Znalazły kilka pokojów do spania, każdy inaczej umeblowany i urządzony. Łoża były szerokie, intarsjowane drogimi kawałkami drewna oraz inkrustowane złotem i srebrem. Rzuciły się im w oczy starannie utkane pościele i kapy — jedwabiste, barwne, ciemnozielone, szkarłatne, fioletowe, obramowane purpurą i poprzetykane złotem. Okna się otwierały i wychodziły na zadbany ogród.

20.02.2004 :: 12:14
Link |  | Zdrada strażnika planety