EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Życie po rozwodzie


fragmenty powieści SF „Enbargonki”

      Byłem trzydziestosześciolatkiem, ożeniłem się w Victorii na Marsie, jednak trafiłem na wyjątkową diablicę, usiłującą wziąć męża pod pantofel, więc po sześciu miesiącach rozwiodłem się z nią, mając na jakiś czas dość kobiet. Już po kilku tygodniach spędzonych pod wspólnym dachem zapatrzona w siebie Dorothy zaczęła odsłaniać swą prawdziwą naturę. Była szczuplutka, tyłeczek miała niezły, talię jak osa, ale w łepetynie poprzestawiane. Przed ślubem wpatrywała się we mnie jak w tęczę i dawała mi fory, ale to szybko się skończyło. Spadły mi łuski z oczu i pojąłem, że nie wyszła za mąż z miłości. Liczyła na coś, co nie nadeszło. Może na większy szmal? Jednak nie stał się cud i po ślubie nie zamieniłem się w nababa. Moi kumple awansowali, ja — nie. Niewiele pomagało, że brałem nadgodziny. Nie potrafiłem spełnić jej nadmiernie wygórowanych oczekiwań, więc musiałem za to płacić. Coraz częściej dochodziło do starć. Pokazywała pazurki. Stawała się oschła, despotyczna, wyniosła i jak ognia unikała czułości. Kłóciła się ze mną bez powodu, zatruwając mi życie i zamieniając je w koszmar.
      Pocieszano mnie, że lepsza żona mająca nierówno pod sufitem niż żadna, ale mnie to nie przekonywało. Nie mogłem znieść jej awantur i doprowadzała mnie do furii myśl, że bezsensownie marnuję z nią czas, który mógłbym spędzać z inną, mniej niedorzeczną partnerką. (...)

      Przez całe życie doskwierała mi samotność. Kiedy się ożeniłem z Dorothy, miałem nadzieję, że poczucie wyobcowania minie. Jednak nie minęło. Cechowało mnie gorzkie spojrzenie na świat, a ona je we mnie jeszcze pogłębiła. Cóż, miała nierówno pod sufitem. Teraz mogłem się z tym wreszcie uporać. Moje dziunie stawały na głowie, by przywrócić mi radość życia. (...)

      Obwieszona kosztownościami Mary wywołała we mnie gorzkie wspomnienia. Pobiegłem myślami ku mojej byłej żonie, która pozostała w Victorii na Marsie. Przyszło mi do głowy, że gdybym Dorothy obsypał klejnotami, jej oziębłość i skłonność do kłótni ustąpiłyby jak ręką odjął. Stałaby się uosobieniem słodyczy i pławiłbym się w morzu namiętności. Pieniądze były kluczem do serca kobiety. Otwierały je bez przeszkód. Zamieniały zołzę w anioła. (...)

      Wolałem nie wyobrażać sobie miny burkliwej i opryskliwej Dorothy, gdyby odkryła, w jaki sposób spędzam wolny czas i z kim swawolę. I to w przepięknym kurorcie na obcej planecie w Galaktyce Trójkąta. Wyłaby z wściekłości i gryzłaby ze złości palce. Bo przecież — jej zdaniem — jako facet do niczego się nie nadawałem. Z byle powodu ciosała mi kołki na głowie. Brała mnie za niewydarzeńca i ofermę, który nie jest w stanie wykrzesać z kobiety nawet iskry. Przekonywała, że zamrażam ją już jednym spojrzeniem i że na mój widok zamienia się w sopel lodu. I że takich palantów jak ja pod żadnym pozorem nie należy wpuszczać do sypialni. (...)

      Nurtowało mnie, co porabia moja była żona i jak jej się wiedzie. Victoria była kilkumilionowym miastem i prawdopodobieństwo, że przypadkiem ją spotkam raczej nie wchodziło w grę, a przynajmniej było niewielkie, tym niemniej podszedłem do terminala w salonie i sondażowo rzuciłem:
      — Dorothy Bailey, po mężu Smith, rozwiedziona. Mieszkała przy Dwudziestej Dziewiątej Alei w Victorii na Marsie. Proszę o podstawowe informacje!
      Ujrzałem jej obracające się przestrzenne zdjęcie, na którym prezentowała się w miarę dobrze. Była naturalną blondynką o lekko kręcących się włosach, wąskiej twarzy i zaciętych ustach. Rzadko kiedy się uśmiechała. Jej adres się nie zmienił, widocznie odpowiadało jej mieszkanie, którym cieszyliśmy się jako małżeństwo. Najmowała je sama i okazało się, że jest nadal wolna.
      — Ja cię kręcę! — szepnąłem ze zdziwieniem. — Ta babka umie zaskoczyć.
      Pracowała jako sekretarka w przypadkowej agencji ochrony. Musiała coś robić, żeby się utrzymać. Dziwiło mnie, że nie upolowała kolejnego faceta. Na pewno o mnie słyszała, bo w mass mediach narobiono przecież szumu wokół ekipy wracającej z orbity nadolbrzyma Antaresa, najjaśniejszej gwiazdy w gwiazdozbiorze Skorpiona, naszej supernowej. Czy nie powinienem był jej odwiedzić? Pomyślałem, że nie zdecydowałbym się na tak pochopny krok. Nie zasługiwała na to, by okazywać jej względy. Źle odczytałaby moje intencje. (...)


05.09.2016 :: 08:30
Link |  | Enbargonki