EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Żywioły się sprzysięgły


      Trafili w sam środek szalejącego żywiołu. Iglicy prawie nie było widać, a wyjący wiatr chłostał ich kombinezony strugami brudnego deszczu. Grunt drżał. Zeszli szybko do niszy.
      — Zmykamy, prędko! — krzyknął Raha, jakby przeczuwając, że najgorsze dopiero nadchodzi.
      Mi-ir zrobił się nagle bardzo ciężki i poczuł, że zapada się w mięknące podłoże. Transgalaktyta złapał go od tyłu i pociągnął do góry, uwalniając jego nogi z grzęzawiska. Skryli się pod litą ścianą. Mglista, śliska i mulista topiel, w którą przemienił się spopielały grunt, liczyła na łakomy kąsek.
      — Wystarczyła jedna ulewa i już jest inaczej. Na bogów, co tu się dzieje?! — rozdzierająco zawołał Mi-ir.
      Przeczucie nie omyliło seniora, najgorsze bowiem dopiero nadchodziło. Jeżeli chciał coś jeszcze powiedzieć, to już nie zdążył. Oślepił ich nagły błysk, a towarzyszący wyładowaniu grzmot zdawał się rozrywać im uszy. Trafiło w podstawę iglicy. Zaraz też światem zatrzęsło. W trupio-sinym świetle Mi-ir ujrzał, że okalające przekaźnik skały sypią się w dół.
      — Nie wychylaj się! — krzyknął do Eurypidesa, ale na próżno.
      Transgalaktyta oberwał w głowę ułomkiem skalnym i omal nie wypuścił z ręki płytki pilota. Urchita podtrzymał go, zręcznie łapiąc ten bezcenny dla nich przyrząd, który bezpowrotnie przepadłby w trzęsawisku. Przez krótką chwilę był absolutnie pewny, że już przenigdy nie ujrzy słonecznej Grecji.
      Zdążyli w ostatniej chwili. Srebrzystoszara mgła oddzieliła ich od szalejącego świata, w którym dochodzące do głosu żywioły za nic miały każdego, kto znalazł się w zasięgu ich złowieszczej mocy, a mdłe światło w ateńskich piwnicach wydało się im bardziej błogosławione niż blask złotego słońca. Opadli na czystą i lśniącą kamienną posadzkę, ściskając się nawzajem z nieopisaną ulgą i nie przejmując się poszerzającą się szybko kałużą lepkiego błota.
      — Nigdy więcej... — wyszeptał Mi-ir, niezgrabnie usiłujący stanąć na nogi.

03.03.2004 :: 10:28
Link | Komentuj (1) | Zdrada strażnika planety